W najciekawszym spotkaniu wczorajszego dnia Louisville niespodziewanie pokonało Syracuse 78:68. W hali Freedom Hall można było poczuć zbliżającą się ceremonię rozdania Oscarów, ponieważ scenariusz tego spotkania był rodem z Hollywood.
Rzeczy niebywałej dokonał Kyle Kuric. Ten białoskóry drugoroczniak w ekipie Ricka Pitino jest bardzo głębokim rezerwowym. Wczoraj jednak otrzymał swoją szansę. Rzucając 22 punkty (wszystkie w drugiej połowie) ustanowił swój nowy rekord kariery i poprowadził Cardinals do niespodziewanego zwycięstwa w ostatnim meczu przed własną publicznością w tym sezonie. - To coś niesamowitego. O czymś takim marzą wszystkie dzieciaki - mówił wzruszony Kuric.
Rozstawione z pierwszym numerem w kraju Syracuse pod koniec pierwszej połowy prowadziło już różnicą ośmiu punktów i wszystko wskazywało, że Orange odniosą kolejne zwycięstwo na trudnym terenie. Po zmianie stron swoje "one-man-show" rozpoczął jednak Kuric, który w ciągu drugich 20 minut miał 9/11 z gry, trafijąc w tym cztery "trójki". To właśnie on sprawił, że kibice we Freedom Hall zobaczyli kolejne świetne spotkanie.
- Od 54 lat gości tutaj wielka koszykówka. Dla nas pokonanie pierwszego zespołu w kraju to świetne uczucie i wielki prezent dla naszych fanów - cieszył się Edgar Sosa.